Nie-jeszcze (Frustracja istnieje)


Istnieje. 
Nie odpowiadam za to, co czuję, 
czasem jest to żal, 
czasem tylko rozczarowanie. 
To nimi podobno ranię.

Gdy słyszę:
„przyznaj — tego chciałaś“,
mam się wtedy 
jak to niemowlę
winne, bo do czucia zmuszone. 

Najlepiej 
nie chcieć, co niewygodne, 
tak dać się,
stanąć na beczce,
czule szepcząc, że można jeszcze.

Istnieje,
lecz nadal nie trzaska,
a może
już się w jej efekcie...?
Przedziwne, że w słowie „frustracja“
jest „racja”.

[praca konkursowa]
inspiracja:



Kolej rzeczy




Kiedy mnie spotkasz – będę wesoła,
z iskierką w oku,
wykrzywiona uśmiechem.
Młoda i miła, taka nawet-nawet,
w oczekiwaniu na coś.

Kiedy mnie liźniesz – będę w rozpuście
pławiła się, gięła
pod twym ciężarem,
wołała cicho (jak potrafią kobiety
w oczekiwaniu na coś). 

Kiedy mnie poznasz – będę zwyczajna;
i warta grzechu, 
i „po jednych pieniądzach”. 
Wezmę także koty, teksty, które leżą
w oczekiwaniu na coś.

Kiedy mnie zgłębisz  – będę ci ciężarem
przy zupie za słonej
szukająca rymu 
do „demakijażu”, „feminizmu”, „kliszy”
w oczekiwaniu na coś. 

A gdy odejdziesz – będę wesoła
z iskierką w oku,
wykrzywiona uśmiechem.
Z zeszytem w kratkę za gankiem stanę,
w oczekiwaniu na wiersz.

Niepogoda



Mówimy, co tu,
co tam,
coś gdzieś grzmi.
Gdziekolwiek.

Bywa tak, że wiszą
strzępy podzielone.
Zwykle tylko coś,
czasem:
– moje;
– twoje;
czasem nawet nic.

Przecież to nie-źle.
Życia nie powstrzyma,
więc dlaczego proza
przestaje być miła…?

A mówimy, patrząc do siebie.

hasztag pomocy




i nie ma powodu by pewne
„niepewne”
wartości
omijać; nie-brać

gdy widzisz je – odwracasz twarz
nie widzieć
nic więcej
próbujesz

nie zawsze wypada iść w tłumie
bo tłumnie
myśli się
stresują

nauczyć się to pojmując
jest sztuką
otwarcie
serca

dlaczego sam nie skosztujesz
splunąć tym
co trzyma cię w sieci?


ja
tobie
pomogę

mogę
tobie 
dać

więcej
niż kwejk
lennyface.jpg
#iks_de
mem

jeszcze zanim sam nim się staniesz

Spojrzeć głębiej

okładka książki; Spojrzeć głębiej – Alicja Gajda, ISBN 978-83-9545-180-5

Tak, to ja. Ja jestem.
Stoję tu przed tobą,
siedzę czasem, czasem nawet 
tyle nie potrafię.

Tak, to ty. Posłuchaj,
mam dobrą wiadomość:
już nie warto ściskać gardeł
i odwracać głów.

Próg jest między nami,
więc po co udawać, 
że nie ma tematu? 

Tyle tylko trzeba
– wyrozumiałości,
połączenia światów. 

Nie, to nie jest trudne. 
Powiedz, o czym marzysz? 
Ja się uczę codzienności,
jakbym nie był stąd.

Nie – nie po kryjomu
bo nikt nie zobaczy, 
i nie po cichutku, żeby
słyszeć mógł mnie ktoś. 

Coś się będzie zmieniać,
tak! Czuję to w kościach,
nawet, jeśli słabe. 

Podaj, proszę, rękę,
wszystko będzie dobrze...
Pójdziemy w świat razem. 



_______________________________
dla: kampania społeczna Spojrzeć głębiej zorganizowana w Kędzierzynie-Koźlu, 2019
więcej informacji: [KLIK]

ja, sumienie



jeśli mówić, to przez szczelnie
zęby zaciśnięte
gdy całować – marszczyć czoła
gdy oddychać – marszczyć nosy
oczy ścinać zachmurzeniem

jeśli słyszeć, to stopniując
miłe w najmilejsze
gdy o sobie – tylko dobrze
gdy o innych – tylko nieźle
prawdę skrywać nader celnie

tyle
tylko
tobie
trzeba

czasem nie da się inaczej
nie drgnie ręka, choć by chciała
nie drgnie noga nieugięta
stać, by stać, by nie dać ciała

a ja?

tyle
tylko
tobie mogę —
trzeszczeć w twojej głowie

04.03.2016

Widziałam w śnie statek, który odpłynął.
Słyszałam: 
Opiekuj się nią, przyjacielu.
To było.
To wszystko już było.

Widziałam – podałeś mi dłoń, gdy upadłam.
Słyszałam: 
Nie mogę podać ci nic więcej.
Do czasu,
Gdy żal skrył się w żaglach.

Widziałam, jak smutne miałeś wtedy oczy.
Słyszałam:
Musimy nasz mały świat przeprosić.
Musimy, bo sami zostaniemy w ciszy.
Dziś to nie przeszkadza,
Dziś to już nie niszczy.

Widziałam, odeszli w dal dawni kompani.
Słyszałam
i nigdy im nie wyjaśniłam,
Bo każdy musi trwać w swojej przystani;
Bo gdzie się kończy stare, tam nowe zaczyna;
Bo teraz to śmiech przez łzy i podryg ramion...
Nic by się nie zmieniło.

***

Nie było to nic wielkiego,
nic złego.
Nie dotykaliśmy siebie,
ja nie grzeszyłam milczeniem,
ty nie obiecywałeś.

To wtedy, gdy wyszłam sama
samiutka,
z Wojasa, Vuitton czy Wittchen.
Tak wielka i wciąż taka mała
w paznokciach krwistych.

Słońce świeciło odważnie,
tak raźniej,
a trawa gilgała w stopy,
bywaliśmy razem do zmroku,
dziwiąc się, jak to rozkoszne.

Nie było to nic wielkiego,
nic złego,
i tylko rozsądku w tym nie ma,
bo nie da się zostać do rana,
a wrócić do domu też...

***

Trudne
to odmiany
w osobach, rodzajach, trybach.

Trudna
to ta scena,
gdy dramat zmienia się w obyczaj

Trudno –
to rozwikłać
czy warto iść w to, bo to klisza

Trudny
to przypadek;
mianownik -> narzędnik...;
i cisza.

***

Chciałabym na zawsze zachować w pamięci to,
co dla mnie ważne.
Daty i miejsca, które się kojarzą,
twarze, ich wyrazy,
dłonie i ich gesty,
dźwięk kroków,
głosy,
głoski i litery,
popalone listy, i zdjęcia, i teksty.

I chcę, by ludzie, których to dotknęło,
mogli pójść dalej:
ci, którym „dziwka” ciśnie się na usta,
ci od morałów,
ci, co są ciekawi
i ten dramaturg
scen marynistycznych…
Niech już sobie pójdą i nie wracają.

I chcę, byś nigdy ty mnie nie żałował,
i swej decyzji.
O tym spacerze z czwartego marca,
kiedy spojrzałeś
na mnie tak inaczej;
o tym, by trwał,
do dziś
i na przód.
I głębiej w las, i jeszcze dalej.


o alfabecie



o alfabecie ciągłych uplastycznień

a – jak abstrakcja
b – jak brokat na sobie
c – jak ciało chłodnawe
d – jak darmowe danie
e – epizodycznie

o inwektywach w za dużym mieście

f – filigranowa
g – grubymi nićmi szyta
h – halucynogeniczna
i – istotnie truistyczna
j – jak „już nie chcę więcej”

o czasownikach, że czasem się nie da

k – kochać z potrzeby
l – lubić nieco słabiej
ł – łudzić, że przejdzie
m – mieć swoje zdanie
n – nie słyszeć szumów

o obrocie sfery odwilżowej

o – oka rzut jeden
p – przypadek losu
r – rysunek domu
s – sierść kota w praniu

o tym, co dla mnie ważne
ty

o tym, co trzeba dalej
ufać

więc o tym podsumowanie:
za nic
żeby
źle

mam

co
kto to
do kogo
czy masz taką pewność
dlaczego
kiedy
jak

nic
to ja
nie powiem
pewność nie istnieje
no bo nie
teraz
tak

otwieramy szyby
i wpuszczamy
słońce
nie
to nie
jest proste
i nie jest na niby

...

ty
ty mnie 
my razem
byle jeszcze dłużej
wspólnie
teraz
ja

chcesz
pragniesz
zmierzamy
wprost dotykać nieba
tworzymy
jedno

no i gra.

tak jakby

pada tak jakby nie pada
przed szkłem
półcentymetrowym
więc wejdź i usiądź i okryj

okryj mnie płaszczem za dużym
na zapas
jak ty
tak po męsku
smutek ma twarz niewdzięczną

przez szkło
wiesz
jaką mam pogodę

przez dotyk
wiesz
że oddycham

oddycham kapryśnie koślawo
nieharmonijnie
nieforemnie
nierentownie

pada tak jakby nie pada
przed szkłem
półcentymetrowym
więc wsuń pod nie
dłonie

i zostań


i otrzyj

pierwsze doświadczenie (w pogoni za modą)


muszę
dzisiaj na biało
[boję się! nowe! tak nie chcę!]
spróbuję
poszukam
zostanę

ale by można dwojako
czytywać
to dla mnie ważne
głęboko
aż do struktury
wydarta
bo się sprzedają
wmawiając,
że to nie boli

„dom wysoki…”
– Nie!!
„wysoki dom…”?
– Na biało!!
tak, pamiętam idee
i Kochanowskie tradycje
już nie podejmuję dyskusji

[boli! nie umiem! nie mogę!]

muszę
dzisiaj na biało
lecz patrzę na to pożalsięboże
wybacz
mnie już nic nie pomoże
zadzieram kiecę
i lecę
ślubować śmiałość

do własnych decyzji
wizji
rymem budową
– żadną białomową!

Co daje

Trzy wnet linijki
i oto pan przyszedł
samotny zupełnie, bo nowy.
Na teraz pierwszy, wciąż niegotowy
wątek panoszy się w głowie.

Trzy akapity
tak gdzieś po czasie,
a oko ma już sprawne, piwne.
Senior zagai, on nieprzeciwnie:
– No dobrze, tato, tak zrobię.

Trzy strony dalej
zrobił, co przyrzekł.
Drzewko kiełkuje w ogrodzie.

Pan poznał panią,
dom murowany,
więc myślą o samochodzie.

Pierwszy tom – nisza,
drugi – klisz zbiorek,
trzeci – już masowa półka.
Gdzieś w tam po drodze
słowo się rzekło:
„Dziecko – nie! – najlepiej dwójka!”.

A po wydaniu wnet się okaże,
że każdy strony wertuje.
Dziwią krytyków, bo jak to tak można!
Nuda aż w oczy kłuje!

Kto więc tak pisze?
Kto jest autorem?!
Gdzie skomentować, że słabe?!!

A winnych nie ma,
to życie samo,
więc pisz, no i czytaj, co daje.

Z nas komu

biję się z myślami
na słowa
i w pierś
– a ty ze mną

biję się czy warto
czasami
dać spokój
– niepewność

to ty o tym mówisz
czy z bogiem czy diabłem
byle w słusznej sprawie

ja – drugi policzek
(niełatwe to wcale)
nadstawię

biję się z myślami
– a ty ze mną
– a tam trzeci
korzysta

słucha nas z daleka
ocenia
nicuje
służbista

„że bić się nie wolno!”
w stół pięścią
w nas kijem

i teraz powiedz komu
z nas wszystkich
na łeb bije

W odpowiedzi na poezję kaową [do Szanownych Użytkowników portalu literackiego Opowi.pl]

Na odpowiedź wątku w konkursie Opowi:
Poezja kaowa [klik] i [klik]


A w tym wyścigu i ja brałam udział!
Coś już niby wiem, choć słownik w pogotowiu
dla sztukmistrzów wersów, średnim i fajtłapom,
tu Pe-Wu-En, tam własne portfolio...
Też wystartowałam w rzędzie z gównem i ironią.

ODBYT INTERNETU na Opowi mówią.
Fekalna poezja bryluje na głównej,
kłóci się grafoman z forum z graf-debilką,
czeka już, niech tylko będzie gdzie wbić szpilkę.

Próbowałam zostać i prawić morały,
że nawet poezja kaowa jest okej,
może być dla ludzi, może być dla chwały,
jeśli jest głęboka i poprawna trochę.

Aby tam coś było więcej, a niż gnioty...!
Prawa jakoś nie ma – w lewo każdy może,
że „orze jak może”, to pieprzy głupoty,
na nic tu despotyzm i na nic kontrole.

Nie ma już admina, ni moderatora
żadnych cnót – na forum „Pitolenie” wątek.
Jak się nie podoba, to fora ze dwora!
Uciekają łebscy jeszcze w ten sam piątek.

Trolle w swoim sosie siedzą przy deserze,
przepis na lolkontent, spam i amoralność.
Piszesz na Opowi, zrozum więc, userze,
że to jest na tylko twą odpowiedzialność.

Jutra

Gdzieś między trzecią a czwartą
piszę, bo sen się nie trzyma,
ty leżysz tuż obok, spokojnie,
nie wiedząc, że słowa się imam.

Wspominasz mi często o głodzie,
że ginę, że nadal, że z czasem
mnie jeszcze mniej, że się boję
i nie wiesz ty – już wie papier.

Wspominasz mi zwykle o jutrze,
gdy wdechy bliskie są utrat,
odprężam się wpół, nie udawszy.
Chcę jutra, choć boję się jutra.

Jutra to bliskie przyszłości,
więc palmy się prosto jak świeca
tak samo jak dziś i jak wczoraj
– codziennie potrzeba nas wzniecać.

Tak palmy się prosto, bo jutra
od dzisiaj nie różnią się niczym.
Dopóki się knoty tlą razem,
nie boją się z pojutrza zniczy.

Zaklinam dziś w noc, by się skłonić:
najprostsza ta proza, lecz zdrowa.
Oddycham. Ja płonę nareszcie!
To w końcu jest jutra budowa.

Lubię.

Lubię w biurze być sama.
Lubię mieć wolną rękę.
Lubię popisać bez bety*.

Nie lubię nocą bez ciebie
(na krańcu łóżka jak świata ;____; ),
gdy o tym – tylko czas przeszły.

„Lubię...” to takie kiedy
już nie otacza mnie hałas,
chyba że wierszem mi chrapiesz.

Że trzeba za dnia się stęsknić,
tak nawet czasem przystoi...
A potem wszystko jest nasze.



________________________________________
*bez wsparcia redakcyjnego

Na dzień dziecka



Do gładysza

To uczucie nieprzerwane,
kiedy wszystko masz w kontroli,
i nadętość (że aż boli)
robią twoje zacofanie. 

Niby wiesz, a jednak ciemno.
Niby znasz, lecz tylko z bliska.
Ładny perfum leci z pyska
przed beztroską pełną gębą.

Savoir vivre to jakaś ściema,
są zasady proste przecież:
ktoś nie daje – to nie bierzesz,
jak cię nie chcą – to cię nie ma.

A tak śmieją się z głupoty,
z ignorancji, z lic podwójnych,
wersji bardziej niż niespójnych.
Szkoda, że nie myślisz o tym. 

To uczucie, to wrażenie,
kiedy chcesz wszędzie być śliczny,
nie tylko tu, w sylabicznym,
durnia prędko zrobi z ciebie... 

Do Oli [limeryki]


Lalka schowana w szafce pod kluczem
(ja na nieszczęście szybko się uczę;
działanie agentki;
pędem do łazienki).
Barbie od teraz chodzi w peruce.

***

A moja siostra na rowery zdała,
(karta wysoko, bo ja ciągle mała).
Dwa krzesła jak tyczki...
Gdzie są te nożyczki?
Lańsko, i biegiem przeprosić jak strzała.

***

Dziesięć lat starsza siostra przykład daje:
gra w państwa-miasta, pomijając kraje.
„Na J rzecz to jakla?
Zero punków!” – papla.
Foch! Ja już nie gram więcej z tym hultajem.

***

Śpiewając „Cztery mile za Warszawą”,
sądziła, że jej tylko zbiję brawo.
Też pośpiewam w szkole...
Panie są zdziwione.
Matki telefon rwie się tak co rano. 

Niepodległość


biegniemy przed siebie trawami
na boso i nago
pijani
butelkę trzymając pod pachą
śmiejemy się dziś z siebie sami

po lasach ganiamy za rękę
śpiewamy wydartą
piosenkę
w butelkę wbijamy odgłosy
swobodni od startu po metę

na mróz – na pogodę – w upale
czujemy tak samo zawsze

na już – nieustannie – na stałe
razem, bo tylko to ważne

pędzimy za czymś nieuchwytnym
nie znając dnia czy godziny
a jeśli ktoś każe nam przestać
– stępimy, wyrżniemy, zgładzimy

nie szukaj
nie szukaj inaczej
nikogo nie pytaj którędy

nie puszczaj
nie puszczaj tej dłoni
niech rośnie to coś w nas, pomiędzy



________________________________________________
Inspiracja: